Głód

„Głód boli. Normalnie człowiek nie jest w stanie poczuć takiego głodu. Był wszędzie – w myślach, rozmowach, marzeniach…”.
(Jerzy Rosołowski)

Sasza głodny
(Fr. J. Zuamirowski, Gusen 1944)

Posiłki
Nieustannej walce o przetrwanie w obozie koncentracyjnym Mauthausen-Gusen towarzyszył dręczący i niekończący się głód. Przeliczone na kalorie przydziały żywnościowe w latach 1940-1942 wynosiłyby 1700-1800 kalorii dziennie, w latach 1924-1944 około 1500 kalorii a w 1945 roku 1275 kalorii. Ciężko pracujący więzień dostawał rano pół litra gorzkiej kawy zbożowej, czasem zupy. W południe trzy czwarte litra, czasami litr zupy z brukwi lub ze szpinaku z odrobiną roztartych z łupinami ziemniaków. Wieczorem pół litra kawy zbożowej, 300 – 400 gramów chleba i 25 gramów kiełbasy albo margaryny, w sobotę i niedzielę zamiast kiełbasy lub margaryny po łyżce marmolady i twarogu. Zupa składała się głównie z wody, w której gotowano obierki ziemniaczane, korzenie lub rośliny. Nie zwracano przy tym uwagi na higienę, więc prawie zawsze można było w niej znaleźć insekty, które więźniowie z głodu spożywali. Posiłki te w żadnym razie nie zaspokajały potrzeb pracujących fizycznie mężczyzn. Głód w pierwszej fazie zmieniał wygląd fizyczny więźnia a następnie prowadził do śmierci. Wiesław Wach w obrazowy sposób opisuje pewną sytuację z obozu koncentracyjnego Gusen:

„Norma to był jeden chleb na sześciu i miska zupy na obiad. Zupy?! Więcej wody niż jakiegoś zielska. Rosjanie rwali jeszcze trawę i kroili w sieczkę, kości, obojętnie ludzkie, nie ludzkie, tłukli na mączkę, dosypywali i mieli gęstszą zupę. Ja tego nie robiłem. Ale ich ta trawa i kości jednak podtrzymywały.“


Spożywanie posiłków
Każdy więzień musiał posiadać swoją miskę i łyżkę – w przeciwnym razie nie jadł. Procedura wydawania tych tak ubogich racji żywnościowych obliczona była na jak największe upokorzenie człowieka. Głodujący więźniowie stali w kolejce w oczekiwaniu na swój przydział. Najpierw napełniane były miski Niemców, oni też dostawali najbardziej treściwy posiłek, a to, co pozostało, dzielili między sobą inni więźniowie.

Szopka Krakowska (Gusen 1944)

Kto tylko mógł zachowywał kawałek chleba na później. Ale jeśli tylko spuścił go z oczu, musiał się liczyć z tym, że zostanie on skradziony. Głód, rozpacz i ciągła walka o przetrwanie często prowadziły do kradzieży, kłótni i braku wzajemnego zaufania. To jeszcze pogarszało i tak tragiczne położenie więźniów.


„Latem krematorium było jedynym miejscem, gdzie był ogień. Blokowi mieli kartofle i chcieli je ugotować lub usmażyć. Gdzie mieli to zrobić? Tylko tutaj. Przychodzili do mnie, smażyłem im te kartofle. Jak paliliśmy tylko pięć godzin dziennie, to piec, w którym były zwłoki, stygnął i wtedy w nim piekliśmy. Prochy zrzucaliśmy do popielnika i było czysto, bo tam była temperatura 1200 stopni. A w trakcie palenia rura, która szła do komina, była aż czerwona — wtedy tam się smażyło.“
(Telesfor Matuszak)

W 1942 roku władze pozwoliły na przysyłanie więźniom paczek. Ich liczba nie była ograniczona i wynikała z możliwości finansowych rodzin. Paczki oprócz odzież, głównie zawierały artykuły żywnościowe. Były one wręcz koniecznym uzupełnieniem posiłków wydawanych w obozie, dając szansę na przetrwanie. Średni czas życia osoby zdrowej po przybyciu do obozu koncentracyjnego, bez spożywania dodatkowych porcji żywności, wynosił zaledwie około 3-4 miesiące (por. 19).
Mimo masowego okradania paczek przez Niemców, stanowiły one ogromne wsparcie dla więźniów. Ocaliły one życie nie tylko adresatom ale także ich przyjaciołom, z którymi dzielono się żywnością.

„A jeżeli dodamy do tego zwierzęcy głód po kolacji i jeszcze silniejszy głód rano, bo dostawaliśmy tylko chochlę zwyczajnych ziółek, to człowiek naprawdę stawał się jak zwierzę. O skórkę chleba, ogryzek jabłka, kartofel dochodziło do bójek. Byliśmy w ciągłej pogoni za tym, żeby coś zjeść. A w pracy czekał kapo i kamienie, które dusiły człowieka.
(Leon Ceglarz, Gusen I, 1940)


Handel
W obozie funkcjonował czarny rynek, nazywany przez więźniów „bazarem“. Tutaj, w zamian za cenne towary, na przykład za papierosy, można było dostać m.in. coś do jedzenia. Szczególnie pożądany był chleb i mięso. Nierzadko było to mięso kocie, psie ale zdarzało się też ludzkie. Oczywiście nabywca nie był o tym informowany.

„Obiad na hali Messerschmitta.” (Fr. J. Zuamirowski, Gusen 1044)

Skutki niedożywienia
Skutki niedożywienia były straszliwe. Codziennie więźniowie widzieli, jak umierają ich współtowarzysze. Ogromny głód towarzyszący im ciągle powodował, że stale poszukiwali do jedzenia czegoś, co dałoby im siłę do przeżycia następnego dnia. W grę wchodziło więc wszystko, co mogło wypełnić ich żołądki: od pożywienia dla zwierząt, obierek i innych odpadów kuchennych, przez trawę lub wydobytą z ziemi glinę, po martwe małe zwierzęta i zmielone kości. Wszystko to przynajmniej na krótko zaspokajało głód i zwiększyło szansę przeżycia kolejnego dnia.

Ale nierzadko spożycie tego rodzaju żywności, przy osłabionym i wyniszczonym głodem organizmie wywoływało choroby, które w wielu przypadkach prowadziły do śmierci. Biegunka, wymioty i epidemie tyfusu zbierały obfite żniwo. Jednym z najokrutniejszych skutków niedożywienia był również kanibalizm.

Jednym ze sposobów radzenia sobie z głodem były rozmowy o jedzeniu. Ten temat był szczególnie ulubiony. Podczas pracy dzielono się wspomnieniami o pożywnych, smacznych potrawach, które przed wojną spożywano razem z rodzinami w ojczyźnie, wymieniano się także przepisami.